Wielkanoc

Wielkanoc zwana dawniej Jastrą to najradośniejsze święto zarówno w kościelnym roku liturgicznym jak i obrzędowym kalendarzu borowiackiej wsi. Kościelne dzwony w Niedzielę Wielkanocną brzmią radośnie oznaczając wszystkim Zmartwychwstanie Pana Jezusa. Wielkanoc jest świętem ruchomym, od przełomu VII i VIII wieku po dziś dzień obchodzi się w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca, między 22 marca a 25 kwietnia.

Obrzędów Wigilii Wielkanocnej nie można rozpoczynać przed zmierzchem, nigdy przed zachodem słońca. Odprawia się je w późnych godzinach wieczornych, tak by o północy rozpocząć mszę świętą która jest integralnie złączona z Wigilią Paschalną i która kończy Triduum Paschalne. To rezurekcja najbardziej uroczysta msza w całym roku kościelnym. Na pamiątkę tej osłoniętej nocą chwili obchodzi się przed świtem Jutrznię uroczysta procesję. Dawniej mszę rezurekcyjna odprawiało się o północy. Po nabożeństwie wieś obchodzili bębniarze i z wielkim hukiem oznajmiali Zmartwychwstanie. Po uroczystościach kościelnych wszyscy spieszyli na święcone czyli oczekiwane śniadanie wielkanocne. Główną potrawą śniadania była jajecznica na słoninie – danie towarzyszące przy różnych uroczystościach rodzinnych. U biednych potrawy świątecznego stołu były proste: jaja, trochę kiełbasy czy wędzonej szynki, zylc, chleb i baba drożdżowa. Święconkę stawiano na stole aby każdy z rodziny mógł spożyć choć po kęsie. Ozdoba stołu był uformowany z masła baranek oraz jajka kraszanki. Nie we wszystkich domach dzielono się święconym jajkiem. Śniadanie obfite i długo spożywane przeciągało się do południa tak by gospodyni nie przyrządzała obiadu. Częstowano wtedy rosołem z makaronem albo żurem z kiełbasą. Po śniadaniu dzieci wybiegały do ogrodu szukać zająca. Były to głównie koszyki ze słodyczami, które wcześniej rodzice ukrywali w krzakach agrestu czy porzeczek.

Jastrowa Niedziela była też dobrą okazją do zrękowin (zaręczyn), podczas których rodzice panny młodej i kawalera przy poczęstunku i wypitku omawiali przyszły związek, a w szczególności posag młodej. W tym świątecznym dniu wyprawiano często wesela.
Poniedziałek Wielkanocny – drugi dzień świąt podporządkowany był od poranka dyngusowi. Knapy już przed świętami z lasu przynosili gałązki jałowca i gałązki brzozowe, które odstawione w zacisznym miejscu wypuszczały młode listki. Wczesnym rakiem kiedy dziewczęta i młode mężatki były w łóżkach chłopcy z okrzykami biegali od chałupy do chałupy wpadając do izby chłostali je zielonymi gałązkami i jałowcem. Im bardziej dziewczyna była posiniaczona i potargana tym większe zapowiadało się powodzenie u chłopców. Mówiono wtedy że dziewczyna ma wzięcie. Polewanie wodą dawniej nie było tak powszechne. Zwyczaj ten u nas zagościł z końcem XIX wieku i do dzisiaj jest bardzo popularny. Zanikło natomiast dyngowanie jałowcem. Chodzenie po dyngusie oznaczało kwestę wielkanocną, dynguśnicy odwiedzający dom po zrealizowaniu głównego celu składali życzenia przymawiając przy tym o dary. Zbierali do kosza jaja, kiełbasę, słoninę, placek, a nawet zwłaszcza dzisiaj nieco grosza.

Spokojnych i Zdrowych Świąt !

Informacja na podstawie publikacji Marii Ollick “Od Adwentu do Adwentu. Doroczne obrzędy i zwyczaje w Borach”.